1. Teksty Liturgiczne na Niedzielę
2. Co przeczytasz w tygodniku „Niedziela”
3. Co przeczytasz w „Gościu Niedzielnym”
Niedziela, 17 czerwca 2026
XI Niedziela Zwykła
Czytanie pierwsze (Wj 19, 2-6a)
Po przybyciu na pustynię Synaj Izraelici rozbili obóz na pustyni. Izrael obozował tam naprzeciw góry. Mojżesz wszedł wtedy na górę do Boga, a Pan zawołał na niego z góry i powiedział: „Tak powiesz domowi Jakuba i to oznajmisz Izraelitom: Wy widzieliście, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie. Teraz, jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym”.
Psalm (Ps 100 (99), 2-3. 4-5)
REFREN: My ludem Pana i Jego owcami
Służcie Panu z weselem,
stańcie przed obliczem Pana z okrzykami radości.
Wiedzcie, że Pan jest Bogiem,
On sam nas stworzył, jesteśmy Jego własnością,
Jego ludem, owcami Jego pastwiska.
W Jego bramy wstępujcie z dziękczynieniem,
z hymnami w Jego przedsionki,
chwalcie i błogosławcie Jego imię.
Albowiem Pan jest dobry,
Jego łaska trwa na wieki,
a Jego wierność przez pokolenia.
Czytanie drugie (Rz 5, 6-11)
Bracia: Chrystus umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdy jeszcze byliśmy bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednanymi, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to – ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.
Aklamacja (Mk 1, 15)
Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.
Ewangelia (Mt 9, 36 – 10, 8)
Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.
Komentarz:
Doświadczyć Jezusa jako dobrego pasterza, który lituje się nad tłumem, który jest znękany i porzucony, jak owce niemające pasterza. Jezus, który nie przechodzi obojętnie obok drugiego człowieka. Ten, który dokonał wyboru na uczniów, między nimi celnika Mateusza, dokonuje kolejnego wyboru, kiedy powołuje ich na apostołów, na tych, którzy są posłani, aby w Jego imieniu zwiastować bliskość królestwa. Jezus dzieli się z uczniami i słowami karygmatu, i swoją mocą, aby zwiastowali bliskość królestwa. Żniwo wielkie, robotników mało. Potrzeba wejść w służbę Pana Żniwa. Potrzeba wejść w służbę dobrego pasterza. Oto Jezus, który wzywa po imieniu, zaprasza apostołów, aby poszli z misją do swoich. Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela.
To jest także przepis na nową ewangelizację. To wspomnienie dnia dzisiejszego, tej niedzieli, 14 czerwca, wypada w 39. rocznicę beatyfikacji błogosławionego biskupa Michała Kozala. Byłem wtedy po maturze, zdecydowałem się już na seminarium. Byłem po pierwszych rozmowach i jakoś tak przypadkowo znalazłem się na placu Defilad w Warszawie w tę niezwykłą niedzielę. Ta beatyfikacja to była pieczęć, jak Jezusa miłować do końca, wtedy, kiedy świętowany był rok Kongresu Eucharystycznego w Polsce, ale to była niedziela, kiedy papież rozsyłał 100 polskich misjonarzy na cały świat, kiedy pochylał się właśnie nad słowem idźcie i głoście, idźcie, przypowiadajcie. Ale także wtedy powiedział bardzo ważne słowo, mówiące o błogosławionym Michale Kozalu, że jest patronem na trudne czasy i mówił także i o tym, że Polska potrzebuje nowej ewangelizacji.
Wydawało się, że jest to trójmów Kościoła nad komunizmem, a były to słowa prorocze na czasy, w których żyjemy, żeby nie bać się głosić pokornie Ewangelii, dzień po dniu, także tym, którzy poginęli z domu naszego Kościoła.
ks. Wenancjusz Zmuda
Od 10 października 2025 r. w Strefie Gazy trwa „zawieszenie broni”. Cudzysłowu używam tutaj nie bez powodu: mimo że oficjalnie konflikt jest wstrzymany, każdego dnia ginie średnio czworo Palestyńczyków.
Wyjątkowo trafne jest natomiast samo słowo „zawieszenie”. Bo Strefa Gazy przypomina obecnie pacjenta, który dzięki kroplówce jest trzymany przy życiu, ale nie pozwala mu się na skuteczne leczenie i powrót do zdrowia.
Żółta linia
Osiemset osiemdziesięciu jeden zabitych i 2621 rannych – taką liczbę palestyńskich ofiar w okresie od 10 października 2025 r. do 20 maja br. podaje Ministerstwo Zdrowia Strefy Gazy. To nie są dane dotyczące wojny czy konfliktu zbrojnego, to ludzie ginący w ostrzałach i bombardowaniach w trakcie tzw. zawieszenia broni, które odwróciło uwagę świata od tragedii w palestyńskiej enklawie.
Co trzecia zabita osoba zginęła w pobliżu tzw. żółtej linii – to granica, która oddziela tereny Strefy Gazy kontrolowane przez armię Izraela i te, na których stłoczeni są Palestyńczycy. Zbliżenie się mieszkańców do tej linii grozi otwarciem ognia przez izraelskich żołnierzy. A nie jest o to trudno: linia nie zawsze jest dobrze oznaczona w terenie (w pierwszych tygodniach po zawieszeniu broni istniała przede wszystkim na mapie), a do tego jest regularnie przesuwana. O ile po zawarciu porozumienia w ubiegłym roku Izrael kontrolował ok. połowy Strefy Gazy, to z map przekazanych organizacjom pomocowym pod koniec kwietnia wynika, że powierzchnia ta wzrosła do 64% całej enklawy. Oznacza to, że ponad 2 mln Palestyńczyków stłoczono na terenie mniejszym, niż zajmują miasta takie jak Opole czy Częstochowa. Nie może zatem dziwić, że miażdżącą większość z nich uznaje się w oficjalnym żargonie pomocowym za „osoby wewnętrznie przesiedlone”, czyli uchodźców wewnętrznych. Po pierwsze, 2/3 Strefy Gazy jest dla cywilów niedostępne. Po drugie, na tym skrawku ziemi, który pozostawiono Palestyńczykom, aż 80% budynków jest zniszczonych lub uszkodzonych. Wśród pyłu i gruzów dominują więc namioty: zimą nie chronią one przed niskimi temperaturami, a w trakcie letnich upałów stają się morderczą pułapką. Załamanie się systemu gospodarki odpadami (czyli tworzące się wokół obozowisk wysypiska śmieci) sprawia, że mieszkańcy mierzą się z plagą szczurów, robaków oraz innych szkodników. Brak dostępu do bieżącej czystej wody (jej źródłem są głównie cysterny) wiąże się z tym, że nawet połowa mieszkańców tych miejsc cierpi z powodu wszawicy, świerzbu czy innych chorób skóry.
Nieobojętni
Nie ma życia chrześcijańskiego bez wspólnoty i bez solidarności z potrzebującymi… Zatroskanie o nasz świat oznacza dbanie nie tylko o swoje sprawy, rozgrywające się we własnych czterech ścianach, ale także o los ludzi dotkniętych wojną, przemocą, doświadczających cierpienia. Jest to wyraz braterstwa i solidarności, bez których ten świat zginie. Braterstwo, lecz nie to deklaratywne, a realne, konkretne, jest wyraźnym znakiem wiary w Boga. Jest jednym z najważniejszych obszarów chrześcijańskiego życia. Tak pojmowane braterstwo wyraźnie wpłynęło na naszą cywilizację. Od wieków Pismo Święte i Tradycja pokazują nam, że Kościół uważa się za bratnią wspólnotę. Bratnią. Solidarną.
Maryja o wielkim Sercu
Podziwiamy Maryję, aby jeszcze bardziej zachwycać się Bogiem. Jej piękno i Jej Serce mobilizują nas do tego, abyśmy przyjrzeli się nam samym. Czy jest w nas piękno? Jakie jest nasze serce?
W sobotę po uroczystości Najświętszego Serca Jezusowego Kościół obchodzi wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Ustanowił je papież Pius XII w 1944 r.
Pierwsze wzmianki o kulcie Serca Maryi spotykamy w XII wieku. Decydujące znaczenie dla jego rozwoju miały jednak objawienia w Fatimie w 1917 r. W nawiązaniu do nich papież Pius XII poświęcił cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 r. Polecił też, by podobnie uczyniły wszystkie katolickie narody. W Polsce miało to miejsce 8 września 1946 r. na Jasnej Górze. Uroczysty akt zawierzenia odczytał kard. August Hlond w obecności setek tysięcy wiernych.
Bożki współczesnego świata
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. Jak zatem żyć, skoro świat, w którym żyjemy, zna całą gamę różnych bożków?
Masz urodziny, zaprosiłeś swoich przyjaciół. Oni starają się sprawić ci radość różnymi prezentami. Jeden z tych darów tak cię zachwyca, że cały wieczór rozmowa toczy się wokół niego. Znika gdzieś radość z tego, że możesz swoje urodziny spędzić w towarzystwie miłych osób. Rzecz staje się ważniejsza niż człowiek.
Dary przesłaniające Dawcę
Podobnie jest w naszej relacji z Panem Bogiem. Zapewne doświadczeniem każdego z nas jest to, że Stwórcę przesłaniają nam rzeczy stworzone. Nie tylko dlatego, że zajmowanie się nimi zabiera nam czas na rozmowę z Nim. Widać to również w naszych modlitwach, w których dominują prośby o różne – niekoniecznie złe – rzeczy. Brakuje zaś uwielbienia Boga za Jego miłość, wdzięczności za Jego hojność czy nawet prośby o to, aby zawsze pełnić Jego wolę.
Dawcy nie mogą przesłonić Jego dary. Dlatego Bóg, widząc, że dobra wola i rozum są osłabione skutkami grzechu pierworodnego, dał nam właśnie to pierwsze przykazanie: aby żadne bożki nie przysłoniły nam Jego samego. Byśmy nie stracili sprzed oczu tego, że to On jest najważniejszy. By nasze życie odbijało w sobie tę miłość, która płynie z Jego oblicza. W tym przykazaniu Bóg zdaje się mówić: nie spoglądaj na bożki, niech one nie przesłaniają ci Mojego widoku.
Chcę być po prostu dobrym przeorem
O codzienności i wyzwaniach przeora jednego z najbardziej znanych sanktuariów maryjnych na świecie, o jego stosunku do polityków, pątników i współbraci z o. Grzegorzem Prusem, nowym przeorem Jasnej Góry, rozmawia ks. Jarosław Grabowski.
Ks. Jarosław Grabowski: Czy Ojciec czuje na plecach oddech historii? Co dla Ojca oznacza fakt, że jest 132. przeorem w dziejach jasnogórskiego klasztoru?
O. Grzegorz Prus: Oczywiście, jako historyk mam świadomość tej niesamowitej spuścizny, na co dzień jednak nie myśli się aż tak historycznie, bo nie pozwala na to ilość bieżących spraw do załatwienia. Muszę skupić się maksymalnie na realizacji swoich obowiązków i funkcjonować w trybie zadaniowym. Mój poprzednik o. Samuel Pacholski zauważył, że ze zmianą przeora na Jasnej Górze jest trochę jak ze zmianą kierownika pociągu. Pociąg jedzie i w biegu odbywa się zmiana jego kierownika. Nie ma możliwości, żeby się zatrzymać, dokonać jakiejś spokojnej podmiany itd., bo pociąg się nie zatrzymuje. Podobnie jest ze zmianą przeora – odbywa się to w trakcie funkcjonowania sanktuarium, życia wspólnoty, roku liturgicznego. Kiedy ta zmiana była już oficjalnie zapowiedziana przez ojca generała, przed podjęciem urzędu musiałem odbyć szereg spotkań z moim poprzednikiem, który przekazał mi to, o czym powinienem wiedzieć, jak to wszystko funkcjonuje. Musiałem też znaleźć sobie bezpośrednich współpracowników, czyli kandydatów na podprzeorów. Dodatkowo jestem wciąż definitorem generalnym i mam zadania dotyczące całego zakonu. A zatem jest dosyć dynamicznie. Na refleksję jeszcze przyjdzie czas.
Kamienna modlitwa Barcelony
Antonio Gaudí nie projektował budynków. On próbował przekonać kamień, by szeptał modlitwę, a ściany – by zaczęły śpiewać na chwałę Boga. Zostawił po sobie architekturę, która do dziś wygląda tak, jakby ktoś odważył się wyrazić Ewangelię w betonie, cegle i szkle.
Gaudí przyszedł na świat w Katalonii, w czasie gdy jego mała ojczyzna przeżywała rozkwit, a zarazem niepokój. Z jednej strony rosły miasta, fabryki, także ambicje nowoczesności, z drugiej – Katalończycy coraz mocniej bronili własnej odrębności wobec Madrytu. W takim klimacie dojrzewał chłopiec, który później sam stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Barcelony. Urodził się 25 czerwca 1852 r. w Reus, choć niektórzy biografowie wskazują także pobliskie Riudoms jako miejsce jego narodzin. Pochodził z rodziny rzemieślniczej, a więc takiej, w której ręce miały znaczenie nie mniejsze niż głowa.
Nauczycielka przyroda
Dzieciństwo spędził w wiejskim domu w Riudoms. Dla chłopca chorowitego, cierpiącego na dolegliwości stawów, nie był to czas beztroskich harców z rówieśnikami. Zamiast biegać z kolegami, godzinami obserwował przyrodę i to właśnie to ona stała się jego pierwszą nauczycielką.
Gaudí patrzył na gałęzie, pnącza, kształty liści i rozgałęzienia drzew z uwagą niemal mistyczną. Z czasem mówił o naturze jak o „kochance”, a nie jak o krajobrazie. W jego architekturze widać to do dziś. Jego budowle przypominają organizm – żywy, pulsujący, nie do końca ujarzmiony.
Dlaczego Maryja przemówiła po polsku?
Czy odpowiedź na kryzys wiary w Polsce od 149 lat znajduje się w Gietrzwałdzie? Tymczasem my wciąż bardziej fascynujemy się Fatimą i Lourdes niż tym, co Maryja powiedziała na Warmii… Ewa K. Czaczkowska, autorka książki „Odkryć Gietrzwałd na nowo”, w rozmowie z Ireneuszem Korpysiem, pokazuje, że ta historia nie jest zamkniętym rozdziałem, ale stanowi wciąż żywy znak nadziei. Czy ten znak przemówi do Polaków i całego Kościoła?
Ireneusz Korpyś: Mamy w Polsce jedyne uznane przez Kościół objawienia maryjne, a jednak dla większości Polaków pozostają one niemal nieznane. Jak to możliwe, że przez 149 lat nie potrafiliśmy opowiedzieć historii Gietrzwałdu ani światu, ani nawet samym sobie?
Ewa K. Czaczkowska: Rzeczywiście, objawienia Maryi w Gietrzwałdzie należą do 31 objawień na świecie oficjalnie uznanych przez Kościół, są jednak nie tylko najmniej z nich międzynarodowe, ale też mało znane nawet w Polsce. Przyczyn jest wiele, poczynając od tego, że zostały zaaprobowane przez Kościół dopiero po 100 latach, na co z kolei wpłynęły czas zaborów, prześladowania Kościoła w okresie kulturkampfu i wreszcie to, że Gietrzwałd z Warmią wróciły do Polski dopiero w 1945 r. Dopiero gdy ustały przeszkody natury politycznej, przyszedł czas na uznanie tych objawień. Od tego momentu minie niebawem pół wieku, a one wciąż nie mają właściwego miejsca na duchowej mapie Polski. Wygląda tak, jakbyśmy zamknęli je w przeszłości, w XIX stuleciu.
Ukraińska prowokacja
Polska potrzebuje Ukrainy, a Ukraina nadal potrzebuje Polski. Dlaczego więc prezydent Wołodymyr Zełenski postanowił zepsuć wzajemne relacje?
Prezydent Karol Nawrocki wnioskuje o odebranie Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu z powodu nadania imienia „Bohaterów UPA” Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ”. Lublin, który został wyróżniony w 2022 r. specjalnym mianem „Miasta Ratownika”, zdecydował o zdjęciu z ratusza ukraińskiej flagi, a odznaczony za bohaterstwo przez Zełenskiego były ambasador Bartosz Cichocki odesłał swój medal do kancelarii prezydenta Ukrainy. – Prezydent Zełenski, gloryfikując UPA, dostarczył wiele tlenu dla rosyjskiej propagandy. A w naszej europejskiej rodzinie nie może być zgody na gloryfikowanie bandytów i morderców kobiet i dzieci – powiedział prezydent Karol Nawrocki.
Izrael prześladuje chrześcijan
Z roku na rok rośnie agresja wobec chrześcijan w Ziemi Świętej. Prześladowania coraz częściej mają charakter zaplanowany, a ich sprawcy korzystają z cichego przyzwolenia izraelskich instytucji państwowych.
W Izraelu i na terytoriach okupowanych mnożą się incydenty wymierzone w chrześcijan: napady, zastraszanie, akty wandalizmu. Chrześcijanie muszą ukrywać własną tożsamość. By nie zdradzić, kim są, kapłani rezygnują z noszenia stroju duchownego, a wierni świeccy – z krzyżyków czy medalików. Inaczej grożą im agresja słowna, oplucie czy pobicie.
Izraelskie społeczeństwo radykalizuje się pod względem wrogości nie tylko wobec muzułmanów, ale także wobec prawosławnych Arabów, którzy od wieków zamieszkują Ziemię Świętą, oraz wobec katolików. Ataki na chrześcijańskie świątynie oraz osoby w strojach duchownych stają się smutną codziennością. Niektóre zgromadzenia zakonne zalecają, by duchowni nie nosili sutann i habitów na izraelskich ulicach. – Gdy chodziłem w habicie po Jerozolimie spowiadać siostry, to na drodze o długości ok. 4 km byłem opluty przynajmniej 10 razy. Kiedyś koło naszego opactwa na Syjonie napotkałem grupę młodych, którzy wychodzili ze szkoły talmudycznej. Musiałem ich przepuścić i każdy, który mnie mijał, pluł, pluł i pluł na mnie. Po prostu płynęło ze mnie… Nieopodal stała policjantka, która w ogóle nie reagowała – wspomina o. Bernard Alter, który przez 20 lat posługiwał w Ziemi Świętej.
Czytamy Leona XIV
Aby rozpoznać głos Boga, może nam pomóc milczenie. Gdy szukamy ciszy, decydujemy o tym, czego nie słuchać i jakim hałasom nie pozwolić się rozpraszać.
Dzisiaj pokusa zdobywania popularności przez podsycanie ognia polaryzacji wydaje się raczej narastać niż słabnąć, a godność ludzka wciąż jest naruszana. Dlatego potrzebujemy kultury, życia wewnętrznego, wolnej i rzetelnej edukacji, potrzebujemy transcendencji. (…) Kościół Katolicki służy temu pragnieniu ludzkiego serca. Czyni to nie przez narzucanie, lecz przez ewangeliczne świadectwo, potwierdzone przez niezliczoną rzeszę męczenników i świętych. Także dzisiaj jest gotów oddać się na służbę przyszłości narodu, który szuka pojednania i pokoju.
W imię umiłowania prawdy wzywam wszystkich do porzucenia narracji dzielących i polaryzujących waszą rzeczywistość społeczną oraz jej historię, aby przejść od jałowych uproszczeń do owocnego docenienia złożoności. Widzę w tym szczególne powołanie Europy, w której Hiszpania odgrywa pierwotną i fundamentalną rolę. Jest to dar, jaki Stary Kontynent może ofiarować światu, jeśli chce pozostać młody. Młody bowiem jest ten, kto czuje, że ma przed sobą przyszłość i misję, które wciąż stanowią dla niego wyzwanie.
Podróż apostolska do Hiszpanii. Spotkanie z władzami i korpusem dyplomatycznym, Madryt, 6 czerwca 2026 r.
Mądrościowy głos Kościoła
Encyklika Leona XIV o trosce o człowieka w świecie sztucznej inteligencji – Magnifica humanitas zasługuje na wieloaspektowe zauważenie. Jest bardzo mocnym, a zarazem wyważonym głosem przestrzegającym przed możliwymi konsekwencjami rozwoju sztucznej inteligencji.
Dwie sprawy szczególnie zasługują w tym względzie na zauważenie. Poważnym problemem jest niemożliwy do pełnego skontrolowania rozwój sztucznej inteligencji, o czym pisze papież: „Współczesne systemy sztucznej inteligencji są bowiem bardziej «hodowane» niż «konstruowane»: twórcy nie projektują bezpośrednio każdego ich szczegółu, lecz tworzą architekturę, na której AI «się rozwija». W konsekwencji podstawowe aspekty naukowe – takie jak wewnętrzne reprezentacje i procesy obliczeniowe tych systemów – pozostają obecnie nieznane. Tym pilniej ujawnia się potrzeba podjęcia podwójnego wysiłku: z jednej strony pogłębiania badań naukowych, z drugiej – praktykowania rozeznawania moralnego i duchowego” (n. 98).
Trzy dekady i nowe wyzwania
Największymi wyzwaniami są dziś sekularyzacja i zmiany pokoleniowe. Wymagają one od nas większej elastyczności i odnowy form działania – mówi Andrzej Kamiński, prezes Akcji Katolickiej w Polsce.
Andrzej Tarwid: W jakiej kondycji Akcja Katolicka (AK) obchodzi jubileusz 30-lecia reaktywacji?
Andrzej Kamiński: Nasi członkowie od lat podejmują odpowiedzialność za formację, życie parafii, działalność charytatywną, patriotyczną i społeczną, łącząc wiarę z codziennością zawodową i rodzinną. Stąd jubileusz obchodzimy jako dojrzała, dobrze uformowana wspólnota świeckich, trwale obecna w życiu Kościoła i społeczeństwa, a jednocześnie świadoma wyzwań, które stoją przed Kościołem w naszym kraju.
Co ma Pan na myśli?
Największymi wyzwaniami są sekularyzacja i zmiany pokoleniowe. Ponadto w dużych miastach obserwujemy większą anonimowość i słabsze zakorzenienie w parafiach, co utrudnia budowanie trwałych wspólnot. Okoliczności te wymagają od nas, członków AK, większej elastyczności i odnowy form działania.
Świat stanął na głowie
Bywają chwile, które trwają zaledwie kilka sekund, a jednak zostają w człowieku na długo. Wczoraj w tramwaju przeżyłem właśnie taką scenę. Nikt nie krzyczał, nikt nikogo nie obraził, nie wydarzył się żaden wypadek. Mam 84 lata, chodzę z laską, a miejsca chciała mi ustąpić kobieta 96-letnia.
Wzruszający, piękny gest. W tej starszej pani było więcej klasy niż w całym wagonie pełnym nowoczesności. Ale jednocześnie ta scena miała w sobie coś głęboko upokarzającego dla naszej epoki. Bo obok siedziało dwóch młodzieńców wpatrzonych w telefony. Nie wiem, czy naprawdę mnie nie widzieli. Może widzieli doskonale, ale wypracowali w sobie nową, bardzo współczesną umiejętność: patrzenia tak, żeby nie zauważyć. To wielki „talent” naszych czasów. Patrzeć w ekran, gdy obok stoi starszy człowiek. Patrzeć w okno, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Patrzeć w podłogę, gdy należałoby spojrzeć komuś w oczy. W ten sposób można przejść przez życie z poczuciem niewinności.
Co robić?
Polska jest dobrem unikalnym. Jest tu czysto i spokojnie. Jeżeli jednak przeciętni Polacy nie staną się bardziej aktywni, to szybko ten stan rzeczy może się zmienić. Wraz z napływającymi obcymi z innych kultur pojawią się śmieci, brud, choroby, a wraz z Ukraińcami przywędrowała już mafijna przestępczość. Niedawno podałem do publicznej wiadomości informację o tym, że w wiosce Ścinawica niedaleko Kłodzka odnaleziono siedem dużych, pełnomorskich kontenerów wypełnionych kradzionymi na Zachodzie częściami do luksusowych samochodów typu Bentley, Maybach, Rolls-Royce, Ferrari i innych. Szybko okazało się, że Polskę w tym przypadku potraktowano jak stację przystankową dla łupu mafii ukraińskiej, który ostatecznie miał trafić na Ukrainę… gdzie dziś jest ogromne zapotrzebowanie na luksusowe marki samochodów. Ukraińscy bandyci traktują Polskę jak kraj, który do nich należy, i mogą tu robić, co im się żywnie podoba.
Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)
Z ufnością w posługę
6 czerwca w szczecińskiej Bazylice katedralnej św. Jakuba Apostoła święcenia prezbiteratu z rąk metropolity szczecińsko-kamieńskiego abp. Wiesława Śmigla przyjęli diakoni: Jakub Ciesielczyk i Bartosz Ogłoziński.
W homilii wygłoszonej podczas uroczystości abp Wiesław Śmigiel podkreślił: – Siłą kapłana nie jest sukces i własne zdolności, lecz Chrystus, i to jeszcze ukrzyżowany. Ale też Chrystus, który zmartwychwstał i żyje. Trwajcie w miłości Chrystusa. Bądźcie ludźmi modlitwy, budujcie jedność Kościoła, nieście nadzieję zagubionym, bądźcie kapłanami według serca Jezusowego, a NMP Matka Kościoła i Patronka naszej archidiecezji niech wyprasza wam łaskę wierności, gorliwości i świętości.
Cicha i pokorna wiara
W tym roku minęła 20. rocznica koronacji obrazu Matki Bożej Łaskawej w Trzebiatowie. Z tej okazji w Sanktuarium Matki Bożej odbyły się uroczystości jubileuszowe.
Macierzyństwo nieutracone
O mamach, których miłość trwa, mimo straty.
Są takie historie, o których świat mówi zbyt cicho. Historie kobiet, które zostały mamami, choć ich dzieci żyły krócej, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić. Historie pełne miłości, tęsknoty, pytań bez odpowiedzi i codziennego uczenia się życia na nowo. To właśnie im poświęcony był Dzień Matki w żałobie pod hasłem „Macierzyństwo nieutracone”, który odbył się na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego.
Nie ten jest burzycielem jedności, kto protestuje na ulicy, ale ten, kto cicho siedzi w domu, kto z wygody, lenistwa lub oportunizmu przyzwala na łamanie podstawowych praw moralnych.
Jeżeli polski rząd, na czele z panią minister Barbarą Nowacką, wprowadzi przygotowane już zmiany w polskiej szkole, to edukacja publiczna upadnie – przekonuje Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty. Połowa czerwca nie jest dobrym czasem na myślenie o szkole. Na horyzoncie są przecież wakacje. Ale nie ma innej rady – polską szkołę trzeba bronić przed szaleńczymi pomysłami minister edukacji, o czym szerzej piszemy na stronach 18–22. W przeciwnym razie szkoła publiczna zamiast dzieci uczyć, będzie je formatować według założeń zapisanych w tzw. Europejskim Obszarze Edukacyjnym. A w tych założeniach nie ma miejsca na lody jako nagrodę za świadectwo z biało-czerwonym paskiem. Biorąc to wszystko pod uwagę, Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły organizuje w niedzielę 14 czerwca 2026 r. o godz. 12.00 pod Pomnikiem Kopernika w Warszawie wielką manifestację pod hasłem „Dobra szkoła – silna Polska”. Koalicja zrzesza 94 różne organizacje.
Czy da się zatrzymać działania MEN?
Rodzice i spora część nauczycieli – sobie, a MEN… sobie. Tak w dużym skrócie można opisać rozdźwięk między praktykami nauczycielami, rodzicami a resortem edukacji. Złe rozwiązania, zawinięte w kolorowy i atrakcyjny papierek, podtykane są społeczeństwu jako edukacyjne dobro.
Do szkół wchodzi „Kompas jutra”
Moim zdaniem doprowadzi to do destrukcji i demontażu szkoły.
Non possumus!
O nadchodzącym upadku publicznej szkoły i potrzebie… zwiększenia liczby lekcji mówi socjolog Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty.
Jak działać skutecznie?
Manifestacje uliczne mają ograniczony wpływ na ewentualną korektę przyjętego przez rząd kursu.
Nie zgadzam się na absurdy
Jako nauczycielka i osoba przez lata związana ze szkołą zaczęłam angażować się społecznie jeszcze w czasie pandemii.
Obserwując decyzje dotyczące edukacji, uznałam, że wiele z nich jest szkodliwych dla uczniów i nauczycieli. Niektóre były wręcz absurdalne. Mój ówczesny opór, m.in. wobec zamykania szkół oraz późniejszych zmian wprowadzanych bez wystarczających konsultacji, stał się impulsem do działania. Zaangażowałam się w środowisko, z którego wyrosło Stowarzyszenie Nauczyciele dla Wolności. Decyzje rządzących, m.in. ograniczenie prac domowych czy zmiany w podstawach programowych, utwierdziły mnie w przekonaniu, że trzeba działać. Wspólnie z nauczycielami, prawnikami, lekarzami, wychowawcami rozpoczęliśmy analizowanie proponowanych reform oraz przygotowywanie opinii i ekspertyz. Z czasem współpraca objęła coraz szersze środowisko. Łączy nas przekonanie, że szkoła powinna nie tylko zapewniać opiekę i dobre samopoczucie, tzw. dobrostan – określenie lansowane przez MEN, ale przede wszystkim rozwijać wiedzę, umiejętności, charakter i odpowiedzialność młodych ludzi. Szkoła to nie radosna przechowalnia, lecz kuźnia umysłów, serc, postaw. Działamy ponad podziałami politycznymi. Współpracujemy z różnymi środowiskami, ale pozostajemy niezależni. Nasza współpraca opiera się na społecznej umowie i wspólnych wartościach. Myślę, że to pewnego rodzaju fenomen, by tak wielu różnych ludzi i wiele organizacji działało wspólnie i dla przyszłości polskich dzieci. Organizujemy konferencje, fora oświatowe, spotkania w całej Polsce oraz działania informacyjne w mediach. Dzięki temu nauczyciele i decydenci, jeśli tylko chcą, mogą lepiej rozumieć kierunek zmian zachodzących w edukacji. Staramy się też docierać do rodziców i uczniów. Jeśli trzeba – budzić z letargu. Dzieci, czyli nasza przyszłość, są dla nas najważniejsze.
Papież, prezydent i ekskomunika
W dniu 16 czerwca 1955 r. papież Pius XII nałożył ekskomunikę na Juana Peróna.
Muzułmanie spotykają Jezusa
Żyjemy w dziwnych czasach, w których wielu chrześcijan uważa, że nie ma już potrzeby głosić Pana Jezusa innowiercom. Często wynika to z relatywizmu religijnego – nie jest brane na poważnie, że różnice w wierze coś znaczą.
Przyjmuje się też bezrefleksyjnie, że Żydzi mają swoją drogę do Boga i nie trzeba im w ogóle niczego głosić, jako narodowi pierwszego wybrania. Jednak, co mniej oczywiste, również głoszenie Chrystusa wyznawcom islamu okazuje się nieraz problematyczne. Wiele w tej sprawie zaszkodziła teologiczna teoria o biblijnym pokrewieństwie trzech monoteizmów, która zatarła kwestię nieuzgadnialności ich przekazu, ale to nie wszystko. Trzeba dodać coś innego. Bierność misyjna wobec muzułmanów wynika także ze strachu i przekonania, że islam globalnie rozwija się, a chrześcijaństwo cofa, więc nie warto się wychylać. Jednak badania socjologiczne nie potwierdzają wcale przesądu o wielkiej atrakcyjności religii Mahometa. Być może, razem z religijnym ożywieniem w świecie zachodnim, przyszedł czas, by katolicy inaczej spojrzeli na swoją relację do ludzi wyznających wiarę Proroka. Minione lata są w tym zakresie niestety dobrym świadectwem.
Katoliccy przedsiębiorcy: „Strategicznie opłaca się być uczciwym”
Chrześcijańscy przedsiębiorcy nie ćwiczą przepychania się przez ucho igielne. „Mamy się zbawić przez to, co robimy, a nie pomimo tego, co robimy”.
Odkryć Gietrzwałd na nowo
To zdumiewające, że z tego skarbca, jakim są objawienia w Gietrzwałdzie, nie czerpiemy jako cały Kościół w Polsce.W przyszłym roku przypadnie 150. rocznica objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Czytelnicy „Gościa Niedzielnego” zapewne znają te objawienia, podobnie jak mieszkańcy archidiecezji warmińskiej, ale proszę mi wierzyć, że nie jest to wiedza powszechna w naszym Kościele, zarówno wśród świeckich, jak i duchownych. Na przykład w warszawskich kościołach, przynajmniej tam, gdzie bywam, słyszę na kazaniach maryjnych o objawieniach w Lourdes, Fatimie, czasem Cudownego Medalika w Paryżu, ale nigdy o Gietrzwałdzie. Podobnie jest w zdecydowanej większości kraju. A przecież są to jedyne polskie objawienia maryjne spośród 31 objawień na świecie oficjalnie uznanych przez Kościół. Maryja ukazywała się w Gietrzwałdzie w 1877 roku przez 82 dni, była widziana aż 187 razy, gdy – choć nie o rankingi tu chodzi – w Lourdes 18 razy, a w Fatimie sześć. Tymczasem u nas gietrzwałdzkie objawienia są zmarginalizowane, jakby zamknięte w przeszłości albo uznane za mniej ważne. Prawdopodobnie dzieje się to w sposób nie do końca uświadamiany, a zapewne w dużej mierze z powodu naszej skomplikowanej historii.
Sens wyboru
Nieważne, czy jesteś „za wyborem”. Ważne, czy twój wybór jest za tobą.W Radiu Zet Bogdan Rymanowski zapytał ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego o dopuszczalność aborcji selektywnej. „Kobieta podejmuje decyzję dotyczącą swojego ciała i tego, jak wygląda jej ciąża. Kobieta ma prawo do takiej decyzji i aborcja do 12. tygodnia jest czymś normalnym i powinna być w polskim prawie” – odpowiedział minister.
Mundial i polityka
Jak mawiał słynny trener angielskiego Liverpoolu, Bill Shankly, „futbol nie jest kwestią życia i śmierci. To coś dużo poważniejszego”.Tuż przed rozpoczęciem pielgrzymki w Hiszpanii, w samolocie zmierzającym do Madrytu, Leon XIV musiał zmierzyć się z trudnym pytaniem, zadanym przez jednego z dziennikarzy. Kto wie, czy nie było to największe wyzwanie dla Ojca Świętego w trakcie jego krótkiego przecież pontyfikatu. Otóż musiał zdradzić, czy kibicuje Realowi Madryt czy FC Barcelonie. „Jako papież kibicuję wszystkim. Jako Robert Prevost – Realowi”.
Z Banderą na sztandarach. Dlaczego kult UPA szkodzi Ukrainie w drodze do UE?
Awantura o nadanie jednostce wojskowej przez prezydenta Zełenskiego tytułu „Bohaterów UPA” jest ostatnim momentem, aby elitom politycznym tego kraju jasno zakomunikować: „Z Banderą na sztandarach Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej”.
Ukraina ma prawo do kształtowania własnej polityki historycznej i wynoszenia na sztandary wybranych przez siebie postaci. Musi się jednak liczyć z rezonansem międzynarodowym, jaki te decyzje wywołują. Ukraińscy politycy i publicyści, broniąc decyzji Zełenskiego, mówią, że nie była ona skierowana przeciwko Polakom, a jedynie miała uczcić bohaterów walk o niepodległość. Wspominają także o odmiennej pamięci o UPA w Ukrainie i w Polsce. To bałamutne twierdzenie, gdyż nie chodzi o dwie pamięci, ale o ocenę faktów, której w Ukrainie w odniesieniu do UPA nigdy konsekwentnie nie przeprowadzono. Nie można bowiem mówić jedynie o walce tej formacji z sowieckim NKWD, zapominając o tym, co robili bojownicy tej formacji wcześniej. Czy Roman Szuchewycz, ostatni dowódca UPA, który trwał w podziemiu do 1950 r., organizując walkę z sowieckim okupantem, a jednocześnie w 1943 r. akceptował rzeź na Wołyniu, a następnie rozkazał eksterminację polskiej ludności w Galicji Wschodniej, zasługuje na to, aby czcić go jako bohatera narodowego? Nie można jednej części jego biografii oddzielać od tej, którą chwalić się nie wypada, a więc się ją przemilcza.
W mundialach nigdy nie chodziło tylko o piłkę. Jak mistrzostwa czytają nam historię świata
Piłka nożna nie zawsze jest okrągła. Częściej przypomina Ziemię, która nie jest idealną kulą (bardziej geoidą). Najmocniej widać to podczas mistrzostw świata.
Tajemnica spowiedzi to szansa
Czy tajemnica spowiedzi powinna chronić przestępców?I to tych dopuszczających się najohydniejszych zbrodni? Francuski parlament wycofał się właśnie z planów zobowiązania spowiedników do denuncjowania sprawców wykorzystywania seksualnego małoletnich. Deputowani uznali, że ograniczanie tajemnicy spowiedzi dla wykrywania tego rodzaju przestępstw nie ma znaczenia. Francja nie była pierwszym krajem, w którym pojawił się taki pomysł. Wcześniej plany nałożenia na spowiedników obowiązku denuncjowania penitentów pojawiły się w Irlandii. Też z nich zrezygnowano. Za to prawo nakazujące spowiednikom zgłaszanie przestępstw związanych z seksualnym wykorzystywaniem małoletnich, o których dowiedzieli się w czasie spowiedzi, uchwalono w 2020 roku w australijskim stanie Queensland. Trudno dociec, co trzeba mieć w głowie, żeby myśleć, że sprawca, wiedząc o takim obowiązku spowiednika, wyzna przed nim ten grzech. No, chyba że chce się przyznać do winy, ale wtedy ma inne możliwości. Chronienie penitenta tajemnicą sakramentu to naprawdę szansa. Dla spowiadającego się – bo rozmowa ze spowiednikiem, wsparta łaską sakramentu, może skłonić go do pokuty i przyznania się do winy także przed organami ścigania. I dla ofiar, które mogą o swoim cierpieniu powiedzieć w konfesjonale bez obawy, że sprawa będzie musiała mieć dalszy ciąg przed sądem, kiedy jeszcze nie są do takiej konfrontacji gotowe.
Sól syryjskiej ziemi. Czy chrześcijanie przetrwają nową władzę w Syrii?
Syryjscy chrześcijanie przetrwali wojnę, panowanie Państwa Islamskiego i trzęsienie ziemi. Dziś pytają, czy przetrwają także nową władzę w swoim kraju.


